niedziela, 30 grudnia 2012

Prolog

Laboratorium Venezuela znajdowało się w północnym stanie Alabamy. Ukryte głęboko pod ziemią, chowało się pod dużym domem handlowym. Liczne korytarze prowadziły od wejścia głównego do każdej z sal doświadczalnych. Pełen różnych sprzętów medycznych oraz skomplikowanych urządzeń, budynek wyglądał jak wyjęty z filmu science- fiction. Była już godzina 23.00, a więc wszyscy pracownicy wrócili do swych domów. Tylko jedna osoba znajdowała się w całym kompleksie. Czterdziestoletni Victor Morew robił właśnie ostatni obchód. Do jego obowiązków należało bowiem sprawdzenie, czy wszystko jest w porządku. Mężczyzna był dość pokaźnej postury, sylwetkę miał w kształcie jabłka. Nie mógł chodzić zbyt szybko, ponieważ przeszkadzał mu w tym zbyt duży brzuch. Ciemnobrązowe włosy średniej długości spiął w kitkę. Pogwizdując cicho pod nosem, powolnym krokiem zmierzał do sali B 154. Ta myśl wielce go ucieszyła, gdyż zostało mu już tylko 6 sal do sprawdzenia i będzie mógł wrócić do żony i 14- letniego syna Samona. Popchnięty nagłym impulsem wpadł z impetem do kolejnej sali. Drzwi z hukiem uderzyły o przeciwległą ścianę. Victor skrzywił się lekko i przestał pogwizdywać. Kazano mu nie robić hałasu.- Jeszcze obudzę któreś z tych zombie - mruknął do siebie i rozejrzał się po pomieszczeniu. Było ono na tyle duże, by pomieścić 50 półprzezroczystych komór. W każdej z nich znajdowali się ludzie - dorośli, młodzież, a nawet niemowlaki. Mężczyzna był przyzwyczajony do takich rzeczy, dlatego bowiem widok bladych, nagich ciał nie zrobił na nim większego wrażenia. Nie wiedział, co naukowcy chcą z nimi zrobić, był tylko swego rodzaju woźnym. Za zadanie miał sprawdzić, czy dioda znajdująca się przy każdej komorze świeci się na zielono. Jeśli tak, to znak, że nie ma się czym niepokoić. Spiesząc się do domu, Victor zrobił to, co do niego należało, nie zwracając większej uwagi na ludzi. Gdy upewnił się, że wszystko jest w najlepszym porządku, szybkim krokiem ruszył  w kierunku drzwi. Sapiąc i dysząc podszedł do ściany, następnie oparł się o nią i obrzucił pomieszczenie ostatnim, zmęczonym spojrzeniem.  " Już niedługo położę się spać" - pomyślał. Chwilę później znajdował się znów na korytarzu, a drzwi zostały zamknięte. Nie używano tu kluczy, niewiele osób wiedziało o istnieniu laboratorium. Pomimo zmęczenia ruszył dalej. Bardzo mu się spieszyło do domu. Nic więc dziwnego, że nie zauważył, jak w jednej z komór, blond włosa kobieta o drobnej postawie zaczęła powoli poruszać palcami...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz