niedziela, 30 grudnia 2012

Rozdział 1



Gdzie jestem? Nie, raczej powinnam spytać - kim jestem?
Otworzyłam oczy. Przed sobą widziałam jedynie nieprzeniknioną ciemność. Gdzieś z mojej prawej strony słyszałam miarowe buczenie i poczułam delikatny powiew świeżego powietrza. Rozwarłam szeroko usta, łapczywie wdychając tlen. Kiedy spałam, musiałam długo nie oddychać. Ale co się działo zanim zasnęłam? Nic nie pamiętałam. Czułam się tak, jakby ktoś wymazał mi wszystkie wspomnienia. Albo jakbym wcale ich nie miała. Usilnie próbowałam sobie cokolwiek przypomnieć, ale żadne przebłyski nie zaświtały w mojej głowie. Westchnęłam zrezygnowana i spojrzałam na swoją sytuację. Całkiem naga leżałam skulona w pozycji embrionalnej. Zrobiło mi się strasznie głupio, że nie mam żadnego ubrania, mimo, że nikogo tu nie było. A przynajmniej tak mi się zdawało. Poza, w jakiej tkwiłam sprawiła, że wszystkie kończyny strasznie mi zdrętwiały. Chciałam się wyprostować, ale uderzyłam stopami w coś,co było poza zasięgiem mojego wzroku.
- Au! - syknęłam cicho.
Strasznie zirytował mnie brak swobody ruchu. Zdenerwowana zaczęłam na oślep macać rękoma wokół siebie, szukając jakiegoś punktu zaczepienia, by wydostać się z pułapki. Jednak ściany były zupełnie gładkie. To rozwścieczyło mnie jeszcze bardziej. Z całej siły kopnęłam przed siebie. Usłyszałam głośny trzask i kątem oka zauważyłam mrugające czerwone światełko. Wstrzymałam oddech w niemym przerażeniu. Przez głowę przeszła mi myśl, że może znajduję się w jakiejś bombie. Odczekałam chwilę i wypuściłam powietrze z płuc. Nic się nie działo. Kopnęłam jeszcze kilka razy w to samo miejsce. Wreszcie górna część komory , w której się znajdowałam , opadła na ziemię. Powietrze uleciało z cichym syknięciem. Byłam wolna. No, prawie. W pomieszczeniu, w którym się znajdowałam, było mnóstwo takich "klatek", jak ta , z której przed chwilą wyszłam. Przy każdej świeciło się zielone światełko, tylko przy mojej było czerwone. Nie wiedziałam dlaczego i w tej chwili mało mnie to obchodziło. Myślałam tylko o tym, jak się stąd wydostać. Przerażało mnie to miejsce.
Spróbowałam stanąć na nogi. W życiu nie spodziewałabym się, że będzie to aż takie trudne. Wszystkie mięśnie miałam obolałe i dopiero po kilku próbach udało mi się dojść o własnych siłach do ściany. Zobaczyłam, że na wysokości mojego ramienia znajduje się biały włącznik. Było bardzo ciemno, ale zdążyłam się już przyzwyczaić, po za tym kolor niewielkiego przycisku wyraźnie się odcinał. Popatrzyłam na niego z pewnym powątpieniem. Nadal nie wiedziałam, gdzie się znajduję, a z tego co zdążyłam zauważyć, nie było to normalne miejsce. Po chwili wahania wcisnęłam włącznik. Przez pół sekundy nic się nie działo, a potem niespodziewanie wszystkie podłużne lampy zajaśniały jaskrawym światłem. Zaskoczona upadłam na kolana, zasłaniając oczy rękoma. W końcu się przyzwyczaiłam i otworzyłam oczy. W pomieszczeniu znajdowało się około 50 komór, w każdej był człowiek. Podłoga oraz ściany zostały pomalowane na czarno, co nadawało całemu pomieszczeniu upiorny wygląd. Po mojej prawej stronie i dokładnie na przeciwko mnie znajdowały się wielkie, stalowe drzwi. Z trudem podeszłam do tych, które znajdowały się bliżej mnie i pchnęłam je mocno. Ku mojemu zdumieniu okazało się, że jest to pokaźnej wielkości garderoba. Z jednej strony były długie, białe kitle, a z drugiej szare stroje, tj. bluzki oraz spodnie. Pośpiesznie ubrałam się w taki komplet i ruszyłam w stronę drugich drzwi. Podeszłam do nich, trochę się bojąc, co mnie może dalej czekać. I oczywiście, nie wiedziałam, czy będą otwarte. Ale przebywanie w jednym pomieszczeniu z tyloma uśpionymi osobami wydawało mi się jeszcze gorszym rozwiązaniem. Pchnęłam drzwi, jak się okazało, nikt nie trudził się zamykaniem ich na klucz. Chyba nawet nie było tam dziurki. Spojrzałam przed siebie i ruszyłam na poszukiwanie prawdy o samej sobie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz