niedziela, 30 grudnia 2012

Rozdział 2



70 kilometrów od laboratorium Harry Smile po raz kolejny stał przed lustrem i rozmyślał nad sensem życia. Jego zmęczone odbicie przeszywało go przenikliwym spojrzeniem. Pomimo swojego zabawnego nazwiska, ostatnio rzadko się uśmiechał. Wszystko, co było jego szczęściem odeszło wraz z tajemniczym mężczyzną. Harry pamiętał, jak jeszcze przed kilkoma miesiącami siedział w tym domu, na niebieskiej kanapie, w żółte kropki i oglądał mecz z synem. Pamiętał, jak jego żona Eliza przynosiła im pyszne kanapki i śmiała się, kiedy pochłaniali je w zastraszającym tempie. Jak zwracała im uwagę, by nie krzyczeli za głośno.
- Harry, George, kolacja gotowa ! - zawołała z kuchni.
- I .... GOL ! - krzyczał George pełen szczęścia.
Harry uśmiechnął się delikatnie. Więcej nic nie potrzebował.
- Nasz mały kibic. - szepnęła mu z czułością Eliza.
Nie słyszał, jak podeszła. Potrafiła to robić bezszelestnie.
- Kocham was - odpowiedział i pocałował ją w policzek.
Wtedy właśnie rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi.
- Ja otworzę ! - zawołał chłopiec i w następnej chwili już go nie było.
-Ileż to dziecko ma energii - zaśmiała się Eliza i pobiegła za synem.
Chwilę potem wrócili do salonu prowadząc mężczyznę o brązowych włosach i wąsach, o tym samym kolorze. Sylwetkę miał muskularną i wysportowaną; ubrany był w idealnie dopasowany garnitur. Harry od razu wiedział, że musi to być wyjątkowo ważna osobistość. Przecież nikt nie kupował aż tak drogich garniturów do zwykłej pracy.
- Synu idź do pokoju - powiedział cicho, lecz stanowczo.
Gdy ten chciał zaprotestować, Harry spojrzał się na niego groźnie i to wystarczyło, by maluch poszedł do siebie.
- Witam - powiedział dotąd milczący tajemniczy gość, zanim jeszcze sylwetka Georga na dobre zniknęła w pokoju. - Nazywam się Jared Orlov. Przyszedłem do państwa w sprawie badań.
- Jakich badań ? - spytała Eliza.
- Ogólnych. Potrzebuję waszej krwi dla naszej organizacji, by mogła przeprowadzić pewien eksperyment. W zamian za to, wykonamy wam wszelkie badania krwi, za pomocą najnowszej technologii, więc nie będzie mowy o pomyłce. Tylko musicie podpisać zgodę na wykonanie doświadczenia.
Małżonkowie spojrzeli na siebie niepewnie. Pierwszy raz ktoś zaproponował im coś takiego.
- Oczywiście to nic nie kosztuje - dodał pośpiesznie Jared, najwyraźniej bojąc się odmowy.
- W takim razie zgoda - odezwał się Harry po długim namyśle.
Wziął do ręki długopis i podpisał kartkę daną mu przez mężczyznę. Kątem oka dostrzegł, że żona się waha, ale po chwili zrobiła to samo. Nie wiadomo skąd na stole pojawiły się dwie strzykawki. Pan Orlov pobrał im krew, podziękował grzecznie i wyszedł.
Po tym incydencie ich życie powróciło do normy. Niestety tylko na jakiś czas. Po dwóch tygodniach w progu mieszkania Smile'ów ponownie stanął Jared Orlov. Przyniósł wyniki badań, jednak postanowił, że pokaże je tylko Elizie.Wyszli więc do pobliskiej kawiarni, a Harry przez cały dzień zastanawiał się, o czym mogą tak długo rozmawiać. Stracił apetyt i wkrótce zaczął się martwić. W końcu kobieta wróciła do domu. Już z daleka było widać, że jest nieswoja. Nie chciała z nikim rozmawiać. Chodziła po domu zamyślona i wyraźnie smutna. A trzy dni później go zostawiła. Zabrała George'a i wyjechała. Jedyne, co Harremu po niej pozostało, była kartka zapisana drobnym charakterem pisma.
"Przepraszam Cię, ale ja już dłużej tak nie mogę. Nigdy nie byliśmy sobie przeznaczeni. Sądzę, że nie powinniśmy być już razem. Nie próbuj nas szukać, wyjechaliśmy daleko. Żegnaj. "
Za każdym razem, gdy o tym myślał, czuł bezbrzeżny smutek. Tak było i tym razem. Nagle uświadomił sobie, że po twarzy spływają mu gorące łzy. Wiedział, że Eliza złamała mu serce, zabrała całą radość życia. Ale nie mógł się poddać.
Musiał ją odnaleźć.
I musiał zemścić się na Jaredzie Orlov'ie.

Rozdział 1



Gdzie jestem? Nie, raczej powinnam spytać - kim jestem?
Otworzyłam oczy. Przed sobą widziałam jedynie nieprzeniknioną ciemność. Gdzieś z mojej prawej strony słyszałam miarowe buczenie i poczułam delikatny powiew świeżego powietrza. Rozwarłam szeroko usta, łapczywie wdychając tlen. Kiedy spałam, musiałam długo nie oddychać. Ale co się działo zanim zasnęłam? Nic nie pamiętałam. Czułam się tak, jakby ktoś wymazał mi wszystkie wspomnienia. Albo jakbym wcale ich nie miała. Usilnie próbowałam sobie cokolwiek przypomnieć, ale żadne przebłyski nie zaświtały w mojej głowie. Westchnęłam zrezygnowana i spojrzałam na swoją sytuację. Całkiem naga leżałam skulona w pozycji embrionalnej. Zrobiło mi się strasznie głupio, że nie mam żadnego ubrania, mimo, że nikogo tu nie było. A przynajmniej tak mi się zdawało. Poza, w jakiej tkwiłam sprawiła, że wszystkie kończyny strasznie mi zdrętwiały. Chciałam się wyprostować, ale uderzyłam stopami w coś,co było poza zasięgiem mojego wzroku.
- Au! - syknęłam cicho.
Strasznie zirytował mnie brak swobody ruchu. Zdenerwowana zaczęłam na oślep macać rękoma wokół siebie, szukając jakiegoś punktu zaczepienia, by wydostać się z pułapki. Jednak ściany były zupełnie gładkie. To rozwścieczyło mnie jeszcze bardziej. Z całej siły kopnęłam przed siebie. Usłyszałam głośny trzask i kątem oka zauważyłam mrugające czerwone światełko. Wstrzymałam oddech w niemym przerażeniu. Przez głowę przeszła mi myśl, że może znajduję się w jakiejś bombie. Odczekałam chwilę i wypuściłam powietrze z płuc. Nic się nie działo. Kopnęłam jeszcze kilka razy w to samo miejsce. Wreszcie górna część komory , w której się znajdowałam , opadła na ziemię. Powietrze uleciało z cichym syknięciem. Byłam wolna. No, prawie. W pomieszczeniu, w którym się znajdowałam, było mnóstwo takich "klatek", jak ta , z której przed chwilą wyszłam. Przy każdej świeciło się zielone światełko, tylko przy mojej było czerwone. Nie wiedziałam dlaczego i w tej chwili mało mnie to obchodziło. Myślałam tylko o tym, jak się stąd wydostać. Przerażało mnie to miejsce.
Spróbowałam stanąć na nogi. W życiu nie spodziewałabym się, że będzie to aż takie trudne. Wszystkie mięśnie miałam obolałe i dopiero po kilku próbach udało mi się dojść o własnych siłach do ściany. Zobaczyłam, że na wysokości mojego ramienia znajduje się biały włącznik. Było bardzo ciemno, ale zdążyłam się już przyzwyczaić, po za tym kolor niewielkiego przycisku wyraźnie się odcinał. Popatrzyłam na niego z pewnym powątpieniem. Nadal nie wiedziałam, gdzie się znajduję, a z tego co zdążyłam zauważyć, nie było to normalne miejsce. Po chwili wahania wcisnęłam włącznik. Przez pół sekundy nic się nie działo, a potem niespodziewanie wszystkie podłużne lampy zajaśniały jaskrawym światłem. Zaskoczona upadłam na kolana, zasłaniając oczy rękoma. W końcu się przyzwyczaiłam i otworzyłam oczy. W pomieszczeniu znajdowało się około 50 komór, w każdej był człowiek. Podłoga oraz ściany zostały pomalowane na czarno, co nadawało całemu pomieszczeniu upiorny wygląd. Po mojej prawej stronie i dokładnie na przeciwko mnie znajdowały się wielkie, stalowe drzwi. Z trudem podeszłam do tych, które znajdowały się bliżej mnie i pchnęłam je mocno. Ku mojemu zdumieniu okazało się, że jest to pokaźnej wielkości garderoba. Z jednej strony były długie, białe kitle, a z drugiej szare stroje, tj. bluzki oraz spodnie. Pośpiesznie ubrałam się w taki komplet i ruszyłam w stronę drugich drzwi. Podeszłam do nich, trochę się bojąc, co mnie może dalej czekać. I oczywiście, nie wiedziałam, czy będą otwarte. Ale przebywanie w jednym pomieszczeniu z tyloma uśpionymi osobami wydawało mi się jeszcze gorszym rozwiązaniem. Pchnęłam drzwi, jak się okazało, nikt nie trudził się zamykaniem ich na klucz. Chyba nawet nie było tam dziurki. Spojrzałam przed siebie i ruszyłam na poszukiwanie prawdy o samej sobie.

Prolog

Laboratorium Venezuela znajdowało się w północnym stanie Alabamy. Ukryte głęboko pod ziemią, chowało się pod dużym domem handlowym. Liczne korytarze prowadziły od wejścia głównego do każdej z sal doświadczalnych. Pełen różnych sprzętów medycznych oraz skomplikowanych urządzeń, budynek wyglądał jak wyjęty z filmu science- fiction. Była już godzina 23.00, a więc wszyscy pracownicy wrócili do swych domów. Tylko jedna osoba znajdowała się w całym kompleksie. Czterdziestoletni Victor Morew robił właśnie ostatni obchód. Do jego obowiązków należało bowiem sprawdzenie, czy wszystko jest w porządku. Mężczyzna był dość pokaźnej postury, sylwetkę miał w kształcie jabłka. Nie mógł chodzić zbyt szybko, ponieważ przeszkadzał mu w tym zbyt duży brzuch. Ciemnobrązowe włosy średniej długości spiął w kitkę. Pogwizdując cicho pod nosem, powolnym krokiem zmierzał do sali B 154. Ta myśl wielce go ucieszyła, gdyż zostało mu już tylko 6 sal do sprawdzenia i będzie mógł wrócić do żony i 14- letniego syna Samona. Popchnięty nagłym impulsem wpadł z impetem do kolejnej sali. Drzwi z hukiem uderzyły o przeciwległą ścianę. Victor skrzywił się lekko i przestał pogwizdywać. Kazano mu nie robić hałasu.- Jeszcze obudzę któreś z tych zombie - mruknął do siebie i rozejrzał się po pomieszczeniu. Było ono na tyle duże, by pomieścić 50 półprzezroczystych komór. W każdej z nich znajdowali się ludzie - dorośli, młodzież, a nawet niemowlaki. Mężczyzna był przyzwyczajony do takich rzeczy, dlatego bowiem widok bladych, nagich ciał nie zrobił na nim większego wrażenia. Nie wiedział, co naukowcy chcą z nimi zrobić, był tylko swego rodzaju woźnym. Za zadanie miał sprawdzić, czy dioda znajdująca się przy każdej komorze świeci się na zielono. Jeśli tak, to znak, że nie ma się czym niepokoić. Spiesząc się do domu, Victor zrobił to, co do niego należało, nie zwracając większej uwagi na ludzi. Gdy upewnił się, że wszystko jest w najlepszym porządku, szybkim krokiem ruszył  w kierunku drzwi. Sapiąc i dysząc podszedł do ściany, następnie oparł się o nią i obrzucił pomieszczenie ostatnim, zmęczonym spojrzeniem.  " Już niedługo położę się spać" - pomyślał. Chwilę później znajdował się znów na korytarzu, a drzwi zostały zamknięte. Nie używano tu kluczy, niewiele osób wiedziało o istnieniu laboratorium. Pomimo zmęczenia ruszył dalej. Bardzo mu się spieszyło do domu. Nic więc dziwnego, że nie zauważył, jak w jednej z komór, blond włosa kobieta o drobnej postawie zaczęła powoli poruszać palcami...

Na początek...

Cześć, jestem Ola, mam 15 lat. Na tym blogu w rozdziałach będę zamieszczać moją książkę, która się tworzy :D Ogólnie chodzi o to, by mieć motywację do skończenia tej książki, dlatego gorąco liczę na Wasze komentarze.
 No to ten, tu macie moje zdjęcie, I to chyba na tyle. Pozdrawiam.